Thursday, 1 September 2011

W wolnym ciele wolny duch.

Jest miejsce, gdzie czuję się jakoś tak inaczej. Jakoś. Lepiej. Bardziej. Bardziej sobą?
Wolna. W końcu wolna od powszechnego upadku społeczeństwa, jego ujednolicania się, masowości, biurokracji. Wolna w myślach i działaniach. Bez presji, bez pośpiechu, bez problemów codzienności. Szczęśliwa. Prawdziwie szczęśliwa. Nie jest to sztuczna radość wywołana nową "zabawką". Nie, to wszechogarniające poczucie przynależności - do miejsca, ale także do ludzi. Do ludzi, z których każdy jest inny. Dzieli ich płeć, wiek, zawód, pochodzenie. Łączy jednak coś o wiele ważniejszego. Coś, co potrafi uchronić ich przed zatraceniem, zagubieniem się w szarości codziennego życia. Coś, co pozwala wzbić się ponad chmury w momentach najgorszych upadków.
Jest to pasja. A także miłość. Miłość do gór. Pasja do chodzenia po nich, pokonywania samego siebie, wyznaczania coraz trudniejszych celów i wreszcie do oglądania widoków. Widoków zapierających dech w piersi. Kto nie miał okazji nigdy ich zobaczyć - niech żałuje. Jedyny sposób w jaki mogę pomóc to pokazanie własnych zdjęć z Zakopanego i Tatr Wysokich. Może ta namiastka gór przybliży Wam ich potęgę i ogrom, ich piękno.

Zdjęcia z dnia pierwszego z trasy: Kuźnice - Murowaniec - Czarny Staw Gąsienicowy - Kościelec - Świnicka Przełęcz - Kasprowy Wierch - Kuźnice
W drodze do schroniska Murowaniec


Widok na Czarny Staw Gąsienicowy


W drodze na Kościelec

A tu już widok z Przełęczy Świnickiej bodajże.
Czasami miło jest przystanąć i popatrzyć w niebo.



Kasprowy Wierch gdzie dołączyłam do moich rodziców, którzy byli tak zmęczeni, że zaproponowali powrót kolejką. Niespecjalnie oponowałam szczerze powiedziawszy...
W momentach gdy lina styka się z słupami zawsze słychać okrzyki ekscytacji w wagonach, gdyż przechylają się one lekko, tak jak widać na zdjęciu. Osobiście lubię ten moment.
Już na dole, w Kuźnicach.
Jako że był to dopiero pierwszy dzień w górach, nie zdążyłam się jeszcze przestawić na nowy tryb życia i zaspałam. W drogę więc wyruszyłam wyjątkowo późno - o ósmej rano. Teraz przez wasze głowy przelatuje pewnie: "czy ona oszalała?! jak można wstawać w wakacje o ósmej rano i jeszcze narzekać, że to późno?!". Niestety, jeśli w polskich górach wyjdzie się o takiej godzinie (albo jeszcze później) najczęściej skutkuje to odebraniem całej przyjemności z chodzenia przez tłumy turystów, którzy za wyczyn pojmują dojście do Morskiego Oka (prowadzi do niego asfaltowa droga). W niektórych rejonach często można natrafić nawet na kobiety odziane niezwykle odpowiednio do sytuacji: T-shirt, szorty i buty, ale jakie! nie mniej nie więcej tylko dziesięciocentymetrowe szpile. Nie mam pojęcia jak one dają radę poruszać się w nich po skałkach. Muszą być zdolne, ja bym nie potrafiła. Ech. W każdym razie - poniżej kilka zdjęć z wesołego miasteczka w Zakopanem, a pozostałe fotografie z wyjazdu wstawię następnym razem.


Jakoś nigdy nie udało mi się wygrać żadnej zabawki. Bu.

W pobliżu był też jakiś jarmark/festiwal, lecz jak widać, do godziny 21 każdy już zdążył pozbierać swoje manatki.
 
A na zakończenie piosenka, która ostatnio ciągle leci mi po głowie.





2 comments:

magda said...

Jeju, uwielbiam Tatry;) Cudowne zdjęcia.

Constance said...

O good, those pictures are stunning!

http://www.afrenchinlosangeles.com/